wtorek, 25 października 2016

Byle do śniegu




Deszczowo i pochmurnie...
Wstałam w dobrym nastroju, choć mocno zmęczona po nocnym wstawaniu do Janki.
Z każdą minutą ulatywał mi entuzjazm. Czułam to niemal fizycznie.
Sprzęty domowe sprzysięgły się przeciwko mnie, zegar znowu zaczął żyć swoim życiem, zupełnie nie przejmując się moim gorączkowym bieganiem po domu.
Robiłam się coraz bardziej nerwowa i gdy, po raz szósty tego dnia, zadzwonił do mnie jakiś dziwny numer z informacją, że wygrałam odkurzacz- wybuchłam. 
:) 
Pomyślałam, że to nie może być prawda :) :)
Powiedziałam Pani, że rozmowa się nam nie uda i wysłałam ją w kosmos.
Potem dopiero napiłam się kawy. 
Przeszło...
Powinnam była wypić ją wcześniej.
Bo bez słońca jestem niedobra dla ludzi i siebie.
Chcę, żeby było jasno, biało, czysto.
Brakuje mi światła, mieszkanie tonie w mroku, zapalam wszystkie lampy, świeczki...
Byle do śniegu.
Tylko pod takim warunkiem zniosę tę szarość.

U Was też tak?

Pozdrawiam spod koca.



wtorek, 11 października 2016

W oczekiwaniu na nowy salon














Pochmurne jesienne dni to idealny moment na myślenie o zmianach.
Generalnie na deszcz nie ma co wychodzić i można spokojnie zasiąść w wygodnym fotelu z kubkiem kawy i rozmyślać o zmianach, które chciało by się wprowadzić, a na które w lato nie starczało czasu.
No i nie zgadniecie, co robiłam podczas pierwszych jesiennych deszczy...
:):)
 Wymyśliłam sobie nowy salon.
Z miliona różnych względów musimy dokonać w nim zmian.
Po pierwsze—  gdy urodzi się dziecko mądrzy rodzice z reguły kupują nowy, większy samochód.
My jesteśmy bardzo mądrzy :) ale niestety na nowy samochód, coby zmieścił wszystko i wszystkich, póki co nas nie stać.
Więc... żeby sobie stworzyć poczucie rodzicielskiej doskonałości postanowiliśmy kupić większą kanapę.
Skoro nie będziemy nigdzie jeździć, to chociaż siądziemy sobie wszyscy razem na wygodnej kanapie. 
Wybór kanapy miał być prosty. 
Wiedziałam jaką i gdzie chcę kupić.
Nie przewidziałam tylko, że sklep nie myśli tak jak ja i idealnej dla nas kanapy nie zrobili.
Musimy w takim razie kupić dwie.
(A może od razu to auto... no nie wiem...)
No bo jedną dużą, żeby móc się na niej rozłożyć w ilości czterech osób, a drugą rozkładaną na tak zwaną "czarną godzinę".
Czyli dodatkowe spanie dla gości.
:):)
Bardzo lubimy gości.
:)

Ale będzie ona służyła również jako łóżko do chorowania— z salonu zrobimy wtedy izolatkę.
 No widzicie— jak każda matka mam wszystko dokładnie przemyślane.

Czyli dwie kanapy- to po pierwsze.
Po drugie nowy stolik kawowy, bo skrzynia mi już obrzydła i wraca do mieszkania, do Wisły.
A co!
No i dywanik. 
Jegomość już z nami zamieszkał, jest piękny i czeka na kolegów.
Jak już uporamy się z zakupem powyższych, nie omieszkam Wam pokazać efektu końcowego.
Myślę nawet o zmianie koloru ścian na zupełnie biały lub orzechowy.
Sprawę przesądzi czas— ważne żeby się wyrobić przed świętami.

Bądźcie cierpliwi i trzymajcie kciuki!

Alicja



środa, 5 października 2016

Pierwsza dziura!





Pierwsza dziura! :)





Muszę Was przyzwyczaić do tego, że to co się tutaj dzieje to wielotygodniowe spóźnienie...
Marzy mi się taka sytuacja, w jakiej jest większość blogerek, kiedy to wrzuca się do sieci "tu i teraz".
Że rano, kiedy pije się kawę w pięknym kubku, to informuje się o tym świat na bieżąco.
Ja jeszcze długo będę spóźniona.
I to grubo spóźniona, bo dzisiejsze zdjęcia są z końcówki wakacji.
Więc możecie sobie tylko wyobrazić, jak jest na tą chwilę. 
Albo najlepiej poczekać, bo za kilka tygodni Was o tym poinformuję.
:)

Chcę zachować ciągłość wydarzeń.
Niestety póki jestem oddaną mamą wszystko co robię "poza" będzie z poślizgiem.
A bo to katar, a bo to dodatkowe zadanie na "sówkę", a to jakieś urodziny i czas mija. 
Do tego praca... 
Potem przychodzi moment nadrabiania blogowych zaległości.
Mam nadzieje, że nie zależy Wam (jeszcze) na tym, żeby siedzieć ze mną przy talerzu, przy kawie, nie być ze mną na spacerze...
Bo jak Boga kocham, ja nie wiem jak te laski to robią, że u nich wszystko na bieżąco!


Tak czy inaczej prace w suterenie ruszyły!
Szału nie ma. 
Janka jeszcze na piersi pozwala mi wyjść na 2- 3 godziny. 
Tyle czasu jestem w stanie poświęcić na skuwanie ścian i to tylko wtedy, kiedy ktoś obieca, że się nią zajmie.
A praca ciężka. Po porodzie nie jestem jeszcze w takiej formie, jak bym chciała.
Ale i tak jestem dumna.
Jest postęp.
Niestety pracy jest bardzo dużo.
Nie wiem czy nie będę zmuszona wynająć "fachowca" w tej dziedzinie.
Póki co próbuję sama.
No nie sama... Z Kalinką.
To taki nasz prywatny plac zabaw.
No ale powiedzcie sami- czy tam nie jest cudnie?


Deszczowe uściski! Nie dajcie się katarom!

Alicja