czwartek, 31 marca 2016

O radościach dnia codziennego








Dzisiaj u nas wiosna na całego :)
Robiłam po południu porządki na balkonie.
Już czas szykować się do zakupu nowych, świeżych ziółek.
Wszystkie roślinki obficie podlane, wystawione na słoneczko, zasilone i pięknie poprzycinane.
Zostało jeszcze porządnie umyć podłogę i meble, i można napić się w słońcu pysznej herbaty.
Już się nie mogę doczekać.
I w domu zrobiło się tak jakoś inaczej...
Zmiana pory roku to u nas zawsze wielkie wydarzenie ponieważ wiosną zaczyna zaglądać do naszego mieszkania słońce i zostaje z nami do późnej jesieni.
W zimie gaśnie. Nie ma go prawie wcale.
Mieszkanie jak gdyby zapada w zimowy sen, otula się ciemnością, wypełnioną blaskiem świec i lampek z choinki.
Po tych ciemnych miesiącach ponownie zobaczyć tęczę na ścianie w kuchni, to jakby dostać dodatkowy dzień życia.
Za każdym razem zachwycam się tym tak, jakbym widziała po raz pierwszy.
No więc nie mogłam się oprzeć i dzielę się kilkoma jasnymi kadrami z naszej kuchni.
A jutro zabieram się do malowania mebli dla Janki. O ile oczywiście mój kręgosłup mi na to pozwoli, bo zaczyna mi być coraz ciężej.
Na tapecie- szafka na ubrania.
:)

Cudowności na dziś i jutro!


poniedziałek, 28 marca 2016

Święta, święta...












Dzisiaj jeszcze trochę świąt.
Nie miałam okazji podzielić się z Wami swoimi dekoracjami.
Powody były dwa- po pierwsze zbyt wiele nie robiłam, po drugie potrzebowaliśmy czasu dla siebie po ciężkich dwóch miesiącach i najnormalniej w świecie nie włączałam komputera.
Dzisiaj, za pięć dwunasta, nadrabiam zaległości.
Jeszcze zdążę- przecież święta jeszcze trwają.
A Ci wolniejszego stanu to pewnie szaleją gdzieś w klubach więc świętować będą pewnie i jutro :)
My nadrobiliśmy wszystkie domowe, rodzinne zaległości.
Przez ten krótki czas wydarzyło się wiele ważnych rzeczy, tak jakby właśnie czekały na ten moment, kiedy będziemy mieli czas i będziemy mogli się nad nimi spokojnie pochylić.
Wiele spostrzeżeń natury społecznej- jednak święta to dobry czas na obserwowanie ludzi.
No i przyjemność wspólnych posiłków, niekończącego się gadania przy stole i odwiedzin. Radości z tego, że się nie jest samemu, że jest się lubianym i że za rogiem są podobni do nas ludzie.
Miłe uczucie.
:)
A najprzyjemniej było piec dla nich wszystkich chleb.
Odkąd zaczęłam w grudniu zeszłego roku nie mogę przestać.
Domagali się wszyscy, tak więc na ostatnich nogach, bladym świtem, wstawałam, żeby przywitać rodzinę zapachem i smakiem świeżego chleba.
Na dodatek i zajączek się spisał, bo przyniósł wyczekaną książkę.
Pewnie już się domyślacie, co będę robiła przez następne dni...
:)


Wszystkiego dobrego dla Was w Święta i na zawsze!

A.



środa, 23 marca 2016

Jajka















Dziś jeszcze piszę z podziemi.
Nie mogłam się oprzeć i Wielkanocne strojenie zaczęłam w Suterenie.
Po części, żeby nacieszyć się wnętrzem, po części, żeby pokazać tegoroczne dekoracje.
W zeszłym roku było bardzo kolorowo i wesoło, w tym po raz kolejny postawiłam na biel i stonowane odcienie.
Koniecznie dołożę do tego zestawu świeże piękne kwiaty, bo jak wiosna to wiosna.
:)

Ale i tak główną ozdobą mają być białe naczynia z motywami ptaków i królików, no i Pepaczuowe króliczki-ocieplacze.
Przyznaję, trochę mi odbiło na ich punkcie.
:)
Uważam, że są świetną alternatywą dla zwykłych ocieplaczy, a Wielkanoc to będzie doskonały czas żeby je na maksa wykorzystać.
Do tego udało mi się znaleźć kilka ciekawych naczyń na jajka- głównie w Home&You.
To sklep, co do którego mam mieszane uczucia, raczej jestem sceptyczna, a potem pojawia się coś takiego co wydaje mi się fajne i ciekawe i muszę mieć.
:)
Ot, kobieca logika.
;)

Nie wiem czy jesteście już przygotowane na święta.
Ja dzisiaj mam wielkie mycie okien, w piątek rano dostarczą mi zakupy z Tesco, mąż pomoże ogarnąć największy kurz, a w sobotę odbieramy ciasto szpinakowe z Cremino Homemade Bakery.
Jeśli znacie to wiecie, że pyszne, jeśli nie to uwierzcie mi warto cokolwiek u nich zamówić, bo niebo w gębie.
Jadłam już różne rzeczy, ale to, co robi Ania jest bezkonkurencyjne jak dla mnie!
Bogu dziękuję za wszystkie firmy ułatwiające mi życie w ciąży.
Nie wiem, co bym zrobiła gdyby nie te wszystkie osoby chętne do pracy :)
Nawet nie tyle ja co mój mąż, którego z pewnością prosiłabym o zrobienie tego wszystkiego.
No, ale żeby nie było, że nie zrobię na te święta zupełnie nic to przedstawiam Wam moją listę zadań:
babka drożdżowa dla Piotra wielka jak stodoła, bo uwielbia, 
ucierana dla Kaliny, bo innej nie chce, 
obowiązkowo sałatki i sosy do jajek, za którymi z kolei przepadam ja. 
I chleb. Pyszny, domowy na świąteczne śniadanie.
A na obiad, jak to zwykle u nas bywa w święta, dziczyzna. 

Więcej niestety nie dam rady już przygotować. Działam teraz w systemie zero jedynkowym i nie daję rady być wielofunkcyjną, aktywną mamą.
Bliżej mi do zabawki z zepsutą baterią- rozładuję zmywarkę i przerwa, rozwieszę pranie i przerwa.
I choć wiem, że za dwa miesiące moje życie znacznie przyspieszy, zaczyna mi trochę brakować tej swobody ruchów i możliwości...

Póki co ćwiczę cierpliwość, co jak mi się wydaje, dobrze zrobi mi na charakter.
:)

Miłego dnia!

poniedziałek, 21 marca 2016

Lochy














Nie znalazłam lepszego sposobu na przywitanie wiosny, jak właśnie przez pokazanie Wam mojej małej ruinki
:)
Wiosna jest dla mnie zawsze początkiem czegoś nowego i dobrego, więc moje marzenie o posiadaniu własnej pracowni i showroomu świetnie się wpisało w ten czas.
Niestety droga do spełnienia będzie długa i wyboista- z wielu przyczyn.
Są momenty, że nawet kiedy tylko o tym myślę robi mi się słabo, a potem przychodzi moc i energia, i chęć rozwalenie systemu :)

Tak więc- remont nieunikniony, wakacje spędzę na wpatrywaniu się w maleństwo i skuwaniu ścian, finansowo będę w dołku przez najbliższych kilka miesięcy... i mimo to ciągle bardzo, bardzo wierzę, że ma to sens.

Obawiam się, że moja rodzina (czyt. mój mąż) mnie opuści w imię świętego spokoju, dziecko nr 1 zapowiedziało, że będzie mnie kochać choćby nie wie co.
No ale umówmy się... fortuna na pstrym koniu jeździ...
:)

O tym jak bardzo się boję, że może nie wyjść, że gra nie warta świeczki, że może lepiej sprzedawać odkurzacze z pozytywką, nie będę Wam pisać...

W najgorszym razie będziemy tam trzymać rowery :)

Natomiast plan maksimum zakłada taką oto wersję wydarzeń:

- dziecko rodzi się "na spaniu" całe i zdrowe

- moje ciało wraca do formy w przeciągu dwóch tygodni

- dobra dusza, która podejmie się remontu oczekuje realnej zapłaty, jest uczciwa i sprawna

- osuszenie budynku nie spowoduje zawalenia się całej kamienicy i nie będzie kosztowało tyle ile mi powiedziano na początku

- pod koniec wakacji załatwiamy żółty samochód i przywozimy wszystkie moje meble i z każdym z nich po kolei się rozprawię

- w między czasie powstanie pracowania, a z gotowych już rzeczy showroom, 

- jeszcze w wakacje zaczną pojawiać się pierwsi klienci, którym bardzo, bardzo będę się podobały moje meble :)

- w Święta Bożego Narodzenia napiję się pierwszej lampki wina od ponad roku- za zdrowie, za siły, za marzenia

:) :) :)


W całym tym planie, jedyną zmianą, na którą się zgadzam to, że samochód wcale nie musi być żółty...

Cudownej wiosny dla WAS!!

poniedziałek, 14 marca 2016

Przedwiośnie










Nawet nie wiecie jak się cieszę- uratowałam nasz salon przed przerobieniem go na pracownię męża!
:) ;) :)
Dzięki temu przygotowania na przyjście maluszka będą obejmowały tylko jeden pokój, a nie jak wcześniej myślałam cały dom.
UFFF

Nie starczyłoby mi sił na wszystko. 
Ale rozochocona możliwością zmian przypomniałam sobie, że w stodole stoi kredens, który świetnie będzie pasował do salonu, więc postanowiłam się tym zająć.
Jak go oczyszczę i pomaluję to się Wam pochwalę.
Dobrze jest mieć plany na przyszłość
:)


A.







niedziela, 13 marca 2016

Przygotowania







Na naszych półkach powolutku pojawiają się kurki, ptaszki i wielkanocne zające.
Dom ukwieca się coraz bardziej, ptaki budzą mnie już o 6 rano swoimi śpiewami, a wieczorem dają nam darmowy koncert, kiedy siedzimy sobie przy otwartym oknie.
Szkoda tylko, że jeszcze tak zimno i słońca brak.
Gdyby nie to święta byłyby fantastyczne.
Chociaż one i tak są fantastyczne- ze słońcem czy nie.
Niosą jakąś dziwną energię ze sobą, nadzieję, chęć do życia i uśmiechania się.
Bardzo lubię te święta.
Więcej w nich spokoju i radości niż przy Bożym Narodzeniu.
W zimowe święta jestem bardziej spięta, bo są dla mnie bardzo oficjalne i bardzo, bardzo ważne.
Poprzeczka postawiona jest wtedy baaaardzo wysoko w każdej kwestii.
A tu tak spokojnie, wiejsko.
Baby same się jakoś pieką. Zawsze wychodzą. Stół pomimo, że rozmyślam o nim na chwilę przed, zawsze jest bardziej elegancki. Na wszystko jest czas.
Nawet przy gotowaniu nie ma spiny i Kalinka spokojnie może mi towarzyszyć bez obaw, że jak coś pójdzie nie tak to odeślę ją do pokoju, żeby w panice ratować sytuacje...
Lubię Wielkanoc.
Lubię drożdżową babę, wielką jak stodoła.
Lubię wielkanocne spacery.
Lubię szukać czy zając i dla mnie przyniósł prezent.
I bardzo, bardzo lubię wielkanocne posiłki- śniadania, obiady, kolacje...
Lubię wstawać przed wszystkimi i w wiosennym słońcu przygotowywać wszystkim śniadanie.
Bardzo mnie to cieszy.
Dlatego z tym większą przyjemnością rozpoczynam powolutku wprowadzać świąteczne akcenty.
A pamiętajcie, że zbliża się czas kiermaszów.
:)

Ciekawa jestem jakie tym razem skarby na mnie czekają.
:)