środa, 28 października 2015

Magnolia








Taka piękna jesień. Tyle dobrego- rozpieszcza nas.
Dzisiaj to już w ogóle cudnie.
Błękitne niebo z żółtymi liśćmi w tle robią w mojej sypialni dodatkowe aranżacje. Okno samo się dziś wystroiło.
Jest pięknie.

:)_

A ja dzisiaj bawię się w brak koloru.
:)
Na przekór trochę, ale ta zieleń tak mnie zachwyciła...
Ostatnia zielona gałązka magnolii w ogrodzie.


wtorek, 20 października 2015

DIY










Pisałam Wam niedawno, że w alibabowym domu zaszły małe zmiany, ale nie pokazałam gdzie :)
Dzisiaj nadrabiam.
W królestwie królowej Kali na ścianie zadomowił się cytat z baśni Andersena "Bzowa Babuleńka".
To moja ulubiona baśń.
Sądzę, że już chyba zdążyliście mnie na tyle poznać, że wiecie, że kiedy zaczynam znowu czytać baśnie i słuchać jazzu to znak, że przyszła już prawdziwa jesień.
:)

Jazzu jeszcze nie słucham, ale Andersena i owszem czytamy.
W ten sposób od kilku już lat inaugurujemy sobie zmianę czasu z letniego na przytulny :)
Tym razem nie może być inaczej.
I żeby jakoś wyżyć się artystycznie, i dać upust potrzebie bajki w domu, zaprosiliśmy ją na ścianę.
A gdzie jej będzie lepiej niż właśnie u Kalinki.
:)
Mieszka sobie pod schodami, za przyjaciół ma postacie z obrazu Grzesia Ptaka i jest im wszystkim tam chyba przyjemnie.
Kalince jest na pewno.
Tym bardziej, że w jej malutkim, nieporęcznym pokoiku udało mi się oddzielić część sypialnianą od rozrywkowej, co spowodowało, że teraz pójście spać to megafajna sprawa.
No bo przecież jak się ma własną, prawdziwą sypialnię to zupełnie inaczej się śni.
A przed snem mama zawsze przeczyta kawałek bajki. 

Cała sprawa z podzieleniem pokoju na mini strefy okazała się wcale nie trudna- wystarczyło zawiesić zasłonki
:)
ot mądra ta moja głowa.
:)

Zdjęcia pokażę jak je zrobię, bo królewna póki co ma ciągle w królestwie bałagan i nie mogę się doprosić służby o posprzątanie tegoż.
:)

Ale jak już posprzątają to pokażę. 
A na razie niech cieszy Was bajeczka.
:)

niedziela, 18 października 2015

Jesienna niedziela









W sumie cieszę się, że niedziela za nami. Jakoś za nią nie przepadam- zamiast dodawać mi energii, w dziwny sposób mi ją odbiera.
Zupełnie nie potrafię dobrze spożytkować wolnego czasu.
Dłuży się, meczy, jest nijaki.
Ale wiem chyba skąd to wszystko.
Niestety chyba padłam ofiarą kolorowego, udanego życia i nie umiem poświęcić chociaż tego jednego dania na sprawy ważne i istotne.
Na przemyślenie, złapanie oddechu, poukładanie sobie tego wszystkiego, na co nie mam czasu w ciągu zabieganego tygodnia.
Jak nie jest szybko, intensywnie i kolorowo to się nudzę.
Martwię się tym.


A.

czwartek, 15 października 2015

Sesja, jesień i pchły










Dzień dobry,
tu projekt Ali Baba :)
Znowu jestem.
Za mną pracowity tydzień, miałam kupę roboty, ale takiej naprawdę, naprawdę fajnej.
:)
Wszystko oczywiście związane z pięknem i twórczością- bardzo szeroko pojętą.
Odbyły się bowiem dwie piękne sesje, które mam nadzieję, niebawem ujrzą światło dzienne. 
Póki co, cicho-sza.
:)

Ale za to mogę już głośno powiedzieć o mojej pierwszej sesji do Werandy Country, która dzisiaj właśnie zawitała do kiosków.
Sesja obyła się już jakiś czas temu, niestety nie mogłam zbyt wiele zdradzać, ale strasznie, strasznie mnie korciło, żeby Wam o wszystkim opowiedzieć.
Uff- teraz już mogę- bo jeszcze kilka dni takiego milczenia i chyba bym pękła.
;)
Otóż sesja odbyła się u przecudownych i bardzo utalentowanych kafelkarzy- Iwony i Franka.
Niesamowicie zgrany zespół- i życiowo i zawodowo.
Atmosfera podczas zdjęć magiczna.
Kafle obłędne.
Zresztą sami zobaczcie, jakie piękne rzeczy wykonują:
https://www.facebook.com/pracowniazona

Zdjęcia u nich były czystą przyjemnością.

A dzisiaj na ten chłodny wieczór daję Wam moją kuchnię ubraną w jesień.
Znalazł się w niej nawet kawałek Kitchen Aid'a, którego tak bałam się Wam pokazać, żeby nie popaść w banał.
Już się przyzwyczaiłam- wygląda dobrze. :)
A kot ma pchły. 
:)

Dobranoc 




czwartek, 8 października 2015

Rzecz o kotach






Moje drogie
:)
powiększyła nam się rodzina.
Żeby nie było wątpliwości.
O kota.

Te zdjęcia, które widzicie na górze to jeszcze złote czasy panowania Balladyny.
To najlepsze przykłady na to, jak mocno rozgościła się u nas w domu i co robi, kiedy Kalinka jest w przedszkolu.

Zgodnie z kocimi zasadami opanowuje taki pokój, na który najbardziej danego dania ma ochotę.
Wybór często pada na pokój Kalinki.
Znajduję ją w różnych miejscach.
Zdarzyło mi się nawet znaleźć ja w domku dla lalek.
:)


Niestety...
Od wczoraj w domu panuje nerwowa atmosfera, a to za sprawą nowego lokatora, a raczej lokatorki.
Mały, rudy kot zamieszkał w salonie.
Balladyna, jak na prawdziwą damę przystało, udaje, że sprawa ją nie rusza, ale jak tylko zobaczy kota w szybce drzwi dostaje szału.
Póki co postanowiliśmy odgrodzić od siebie te dwie kocie istoty. Dajemy im tydzień na oswojenie się z sytuacją.
Po tym czasie, według naszego planu, powoli będziemy rudaska prowadzać po domu, coby mógł zobaczyć, gdzie przyszło mu mieszkać, a i Balladyna mogła wyobrazić sobie życie z innym kotem w 'realu'. 
I teraz mam pytanie do Was.
Czy to dobra strategia?
Balladyna to dość waleczny kot, istnieje duże prawdopodobieństwo, że zje rudaska na śniadanie, zanim zdążymy otworzyć oczy.
Martwię się tym strasznie, bo wymyśliłam sobie (brawo ja), że będzie im razem dobrze.
Taki jest cel.
Ale to, na czym zależy mi, wcale nie musi obchodzić naszych kotów.
Podajcie mi proszę jakiekolwiek informacje, że można z powodzeniem mieć dwa koty w domu! PLIS!
O tych złych doświadczeniach też opowiedzcie, ale postarajcie się nie używać takich słów jak krew, walka, ranny.
:)

Wiem, że sprawa nie będzie prosta, ale może uda nam się wprowadzić znowu harmonię w domu i za kilka miesięcy zobaczę oba koty wtulone w siebie na fotelu.

Czekam bardzo, bardzo niecierpliwie na Wasze historie :)



wtorek, 6 października 2015

Jesień w domu



U mnie w domu już widać pierwsze jesienno-zimowe aranżacje .
Pokój Kalinki został  całkowicie odmieniony- zmiana mebli, kilka dodatków i niespodzianka na ścianie sprawiły, że zima nie będzie nam straszna- zrobiło się tam bardzo przytulnie i ciepło.
W salonie, co jakiś czas zmieniają się dekoracje z gałązek, liści, suchych badyli i piór, a 
w kuchni królują jabłka.
Na każdej półce, w każdym możliwym naczyniu, leżą na stole, parapecie, na szafie.
Zbiory w tym roku są imponujące.
Czy to oznacza dla nas ciężką zimę?

:)

Ściskam Was słonecznie- nacieszcie się pogodą i słońcem.
Pozdrawiam
A.

niedziela, 4 października 2015

Alibabowy targ czas start!














Dzisiaj zawaliłam Was zdjęciami.
:)
To jeszcze wspomnienie ostatnich chwil lata- a dokładnie ostatni weekend sierpnia.
Pamiętam było niemożliwie gorąco, szykowaliśmy się do przedszkola i czekała nas jeszcze sesja.
Sesja dość nietypowa, bo oprócz tego, że stylizowałam byliśmy również, z całą moją rodziną, jej bohaterami.
Osobiście efektów sesji jeszcze nie widziałam, ale jak tylko zdjęcia do mnie dotrą to podzielę się nim.
Jednocześnie będzie o czym opowiadać, bo to część większego projektu.
Ale na razie cicho- sza. :)

Jestem za to w posiadaniu zdjęć zrobionych na chwilę przed wyjściem z domu. W ekspresowym tempie złapałam za aparat i zrobiłam kilka ujęć.
:)
Nie trudno się domyślić, że tematem przewodnim był niebieski.
Kolor wdzięczny i zawsze pewny. 
Szybciutko wszystko ustawiłam, żeby móc jeszcze przy okazji sfotografować dla Was nową tablicę.
A jako że rozpoczynam stworzenie alibabowego targu uznałam, że tablica będzie w sam raz na dobry początek.
:)

Złota, piękna rama- z jednego boku uszkodzona- brakuje gipsowego zdobienia. Taką ją niestety zakupiłam, ale moim zdaniem i tak nie straciła na uroku. 
Oceńcie sami
 :)
Starałam się zrobić zdjęcia tak, żeby było widać, gdzie i jaki ma ubytek.
Wymiary:
37,5x 24 cm
Do wzięcia od zaraz. Jeśli ktoś chętny zapraszam. :)
Piszcie na ten oto adres- odpowiem na wszystkie pytania:
projektalibaba@gmail.com


piątek, 2 października 2015

Alibabowy targ








U nas w domu kolejny gość- chlebak.
Jest taki piękny, że stoi w salonie.
:)
Pewnie niedługo trafi do naszego zimowego domu w Wiśle.


Kiedy tak sobie na niego patrzyłam, uświadomiłam sobie, ile pięknych rzeczy przeszło przez mój dom.
Większość z nich zatrzymałam, kiedy się urządzaliśmy. Teraz już niczego nam nie brakuje, a rzeczy ciągle przybywa. 
Czasami nie wiem już, gdzie je dać, a żal nie wziąć, bo trafią na śmietnik.
Zaczęłam sobie przypominać, jak się to wszystko zaczęło...

Od bardzo dawna zajmuję się upiększaniem wnętrz.
O ile umiem liczyć będzie już jakieś, o zgrozo, 13 lat.
Pamiętam, że wszystko zaczęło się dość niewinnie.
Pewnie już opowiadałam to milion razy, ale chętnie opowiem jeszcze raz, bo bardzo lubię do tych wspomnień wracać.
:)
W Cieszynie była sobie prześliczna, klimatyczna i bardzo z charakterem, Galeria Sztuki Użytkowej -BURANO.
Miałam 17 lat, kiedy zamarzyło mi się tam pracować.
Poszłam więc pewnego dnia i na bezczelnego poprosiłam o przyjęcie mnie do pracy.
:)
Do dziś pamiętam minę Kasi- właścicielki, która była wystraszona tym pytaniem, nie mniej niej niż ja.
'Wcale się nie znamy, przyszłam z ulicy i życzę sobie u Pani pracować'- to musiało zszokować.
:)
Pracy wtedy nie dostałam...
Nie zmieniło to jednak mojej miłości do tego miejsca.
A potem stał się chyba cud.
Kilka dni później włóczyłam się po mieście i spotkałam Marcelinę- dziś znaną piosenkarkę :)
Mam teraz okazję podziękować jej bardzo, bo to właśnie dzięki niej zostałam zatrudniona w BURANO.
Pędziła na pokaz mody organizowany przez dziewczyny z galerii i wzięła mnie ze sobą, jako jedną z modelek.
Pochodziłam sobie w kółko w lnianych sukienkach po skoszonej trawie, poznałam wspaniałych malarzy- Mariolę i Grzegorza Ptaków, no i miałam w końcu okazję bliżej poznać właścicielkę.
Obie uznałyśmy, że moja propozycja wcale nie była taka zła. 
Zostałam.
:) :)
Pracowałam aż do trzeciego roku studiów. 
Poznałam wielu wspaniałych ludzi.
Dla BURANO pędziłam co weekend z Katowic do Cieszyna, żeby móc choć chwilę tam posiedzieć i nacieszyć się miejscem.
BURANO od kilku lat już nie istnieje, a ja wciąż zajmuję się tym, czego się tam nauczyłam-
łączeniem przedmiotów, wyszukiwaniem niepowtarzalnych, pięknych mebli i ich odnawianiem.

Po drodze robiłam różne rzeczy, ale to właśnie upiększanie przestrzeni stało się moim sposobem na życie.
Dzięki temu robię wszystko, co kocham- mogę spokojnie pracować i jednocześnie zajmować się domem i rodziną.
Największe wnętrzarskie wyzwania i marzenia zrealizowałam u siebie w domu.
Dlatego powstał ten blog- żeby móc tworzyć każdego dnia nową przestrzeń i dzielić się tym z innymi.
Ale to za mało.

Pomyślałam, że teraz zamiast wynajdywać rzeczy dla siebie będę szukała ich dla Was.
Nie mogę przestać chodzić po targach staroci, wyrywać z cudzych rąk unikatowe, piękne przedmioty, żeby tylko nie trafiły na śmietnik.
U mnie jest ich już dużo, a nie wyobrażam sobie nie przygarniać następnych.
Dlatego postanowiłam, że co jakiś czas będę specjalnie dla Was wyruszać w świat i szukać wszystkiego, co piękne.
Może akurat znajdę coś, co marzyło się Wam od dawna?
:)
Starą komodę, piękne wazoniki czy kryształowe lustro...
Może wpadnie mi w ręce piękny dekor albo znajdę brakującą część z kolekcji porcelany?
A mam do tego nosa :)

Co Wy na to? Macie ochotę na alibabowy targ?

Jutro rano wyruszam na poszukiwania skarbów- trzymajcie kciuki. 
Ściskam Was mocno!

Alicja