poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Lato nie odchodź!









Witajcie pięknie!
:)
Nie mogę przestać się zachwycać tym, jakie piękne lato jest nam dane przeżyć w tym roku!
Jestem zachwycona pogodą i choć wiem, że wielu osobom dała się ona we znaki, to u nas zgodnie chcemy, żeby letnia aura utrzymała się jak najdłużej.
Chodzimy po górach, zjadamy tony lodów, tarzamy się w piachu i wcale, ale to wcale nie chce się nam z tego rezygnować.


A.




sobota, 29 sierpnia 2015

Kadyny











 Kadyny.
Miejscowość, która mnie zaskoczyła.
Cicho, spokojnie i tak pięknie.
Znam historię Polski dość dobrze, ale teraz dopiero miałam okazję zobaczyć, jak przeszłość odbija się w teraźniejszości. Jak zostawia swój ślad, w tak małych miejscowościach jak Kadyny czy Frombork.
Jak determinuje ich wygląd.
Piękne domki, wszystkie w podobnych duchu, każdy ze swoją długą historią.
Do tego piękna plaża.
Blisko do Gdańska, Sopotu, Gdyni, na Kaszuby i do wschodniej granicy.
A miejsce, w którym się zatrzymaliśmy takie piękne

Wspaniałe spa, świetny basen, możliwość wypożyczenia rowerów, ogromny ogród.
Dzieci się z pewnością tam nie znudzą.

Mamy stamtąd dużo dobrych wspomnień.





piątek, 28 sierpnia 2015

Malbork













W tym miejscu mam do powiedzenia tylko trzy rzeczy:
1. Ma niesamowita architekturę, co jest oczywiste
2. Ma niesamowitą zieleń, co nie było oczywiste
3. Udało mi się zrobić zdjęcia bez ani jednego ludzia, co wydawało mi się niemożliwe.

Miejsce niesamowite, inspirujące, piękne.
Niestety również męczące przez liczbę turystów i rozgrywki między przewodnikami.
Biznes is biznes.


czwartek, 27 sierpnia 2015

Elbląg






Ja wiem, że w dobie podróży po Skandynawii Elbląg nie zrobi na nikim wrażenia, ale jednak chciałam Wam go pokazać.
W urywkach, ze mną i Kalinką w rolach głównych, Niestety innych zdjęć stamtąd nie mamy.
Do Elbląga trafiliśmy zupełnie przypadkiem w drodze nad Zalew.
Po prostu chciało się nam jeść.
:)
Tutaj także trafiliśmy na świetne lokale.
O takie na przykład:

i kawiarnio-herbaciarnia zaraz na przeciwko, gdzie oprócz  możliwości zakupu pysznych herbat i kaw można, w pięknym ogródku, na pięknych krzesłach, napić się kawy parzonej w chemexie.

W Duecie koniecznie, ale to koniecznie należy zajść do toalety. Choćby po to, żeby tam chwilę postać.
Kto mnie zna ten wie, że na toaletach znam się jak nikt inny
:)
w tamtej należy być.
Miejscem, do którego niestety nie udało nam się zajrzeć była "Nasza podświadomość".
Toteż posiedziałyśmy tam tylko na schodach.

Tak jak w Ciechanowie, stosunkowo małym mieście, zaskoczył mnie hotel na bardzo wysokim poziomie, tak tutaj jestem pod wrażeniem wystroju i sposobu prowadzenia biznesu.
Jeśli kocha się to, co się robi, robi się to dobrze, to znajdą się na to chętni.
I jakimś dziwnym trafem, w miejscach zupełnie nie turystycznych, utrzymują się alternatywne lokale, inne od wszystkich, ciekawe, zaskakujące.
W Krakowie by mnie to nie dziwiło, ale tam to naprawdę duże osiągnięcie.
Brawo!






środa, 26 sierpnia 2015

Moniówka- raj na ziemi









Jak opisać miejsce, w którym człowiek czuje się lepiej niż w niebie?
Jeśli Wam powiem, że było bosko to i tak mi nie uwierzycie.
Opowiem po kolei.

Z Ciechanowa wyruszyliśmy na Mazury.
Trafiliśmy do Gospodarstwa Ekologicznego Moniówka.

Na dzień dobry wyleciała z domu jakaś szalona kobieta w gumiakach w róże i poprosiła, żebym nie wyciągała walizek, bo nie wie czy nam się spodoba.
Może dopiero jak zobaczę to stwierdzę, czy zostajemy. 
Oszalała myślę.
:)
Lecę za nią do domu i już w drzwiach chcę wołać do Piotra, żeby wynosił rzeczy z auta, ale z trudem się powstrzymuję.
Ogromna, przeszklona weranda, w niej kilka stołów, krzesła i cudne meble.
Większość do kupienia.
Do tego cudowny widok na ogród i staw.
Oniemiałam z zachwytu.
Idziemy na górę, gdzie do dyspozycji dostajemy dwa pokoje i łazienkę.
Wszystko urządzone pięknymi meblami.
Nie wiedziałam, w którym pokoju chcę być bardziej.
W oknach sycylijskie zasłony, ogromny taras, czysto i przytulnie.
Kalina zachwycona.
Lecę na dół.
 Z zazdrością oglądam dom.
Wszystko tam jest piękne.
Zobaczcie tylko:

Tak właśnie okazało się, że to "werandowa" koleżanka.
:)
Wystąpiła w jednym z numerów Werandy Country, ale zastrzelcie mnie, mimo poszukiwań, nie znalazłam u siebie tego numeru i nie pamiętam, w którym dokładnie.

Krzyczę głośno, że zostajemy, żeby nie było żadnych wątpliwości.
:)
Na kolację dostajemy wołowinę po burgundzku.
Od tego właśnie momentu zaczęło się moje absolutne uwielbienie dla tego miejsca.
Jedzenie było wyborne.
Mięso z własnej hodowli. Krowy traktowane są tam lepiej niż gdziekolwiek indziej.
Jadłam i jadłam.
Zdarzyło się nawet, że kończyliśmy ucztę o 2 w nocy.
Było prawdziwe biesiadowanie, wino, muzyka i mnóstwo śmiechu.
Gospodyni rozpieszczała nas na wszelkie możliwe sposoby.
Co dzień jedliśmy na innej zastawie.
Zwykła herbata podawana była w taki sposób, że czuliśmy się jak książęta.
Przez trzy dni niczego nam nie zabrakło.
U mnie w ten sposób je się chyba tylko na święta.
W dzień zwiedzaliśmy okolicę, wieczorem rozmawialiśmy przy winie. 
Tam po raz pierwszy Kalinka jadła krewetki, łapała żaby i słuchała śpiewu żurawi.
Zdecydowanie to miejsce było najlepszym przystankiem w naszej podróży.
:)
Po powrocie do domu postanowiłam wprowadzić "jedzenie w stylu Moniówki", to znaczy rozpieszczać moją gromadę i każdy posiłek traktować jak królewską ucztę.

Tęsknie za tym miejscem, za Moniką i jej cudownymi dziećmi i, przepraszam, pysznymi krowami 
:)

Droga Moniówko!! 
Serdecznie Was pozdrawiam!!


wtorek, 25 sierpnia 2015

Słów kilka o wyprawach w jarmilkach


Jeśli istnieją najwygodniejsze buty na świecie to prawdopodobnie mam je na nogach :)






Za kilka dni rozpoczęcie roku szkolnego.
Wakacje minęły nam bardzo szybko. Śmiem twierdzić, że za szybko.
Powoli przyzwyczajamy się do myśli, że zaczyna się dla nas intensywny czas i że należy porzucić już beztroskie czytanie książek, niespieszne gotowanie, wolne spacery i opalanie się z nadzieją, że na jesień jeszcze będziemy wyglądać jako tako :p.

Czas zacząć wspomnienia z wakacji.

Swoją przygodę rozpoczęłam w czerwonych jarmilkach i tak też ją zakończyłam. :)
Naszym pierwszym domem w podróży był Ciechanów.
A ściślej rzecz ujmując hotel w Ciechanowie.
O ten tu- http://qbatura.eu/

Było mi tam bardzo, bardzo dobrze.
Piękne, przemyślane wnętrza, harmonia kolorów, sprawna obsługa i pyszne jedzenie.
Gdyby nie fakt, że byliśmy tam ze względów zawodowych tylko na chwilę, z chęcią spędziłabym tam jeszcze kilka dni.
Tym bardziej, że tam również rozpoczęła się nasza zamkowa przygoda.
Już nigdzie później tak fajnie nie zwiedzało mi się zamku.
Tylko my i megafajny przewodnik, który niestrudzenie aktywizował moje dziecię.
Zachęcał do dotknięcia średniowiecznych kul, mieczy, zbroi i nie krzyczał, gdy zrobiło się coś wbrew regulaminowi. 
Ukrywali się przed nami, tj. szczęśliwymi rodzicami, w zamkowych zakamarkach. Z trudem udawało się nam ich odnaleźć, a z każdą kryjówką wiązała się jakaś ciekawa historia.
Mówił konkretnie i z PASJĄ, co niestety nie zdarza się zbyt często.
Sam zamek wspaniale odnowiony i świetnie przygotowany na wizyty turystów.
Nic tylko jechać.
Mogę śmiało powiedzieć, że to było zwiedzanie interaktywne, a zamek wspaniale pozwalał się głaskać.
I chyba żadnej krzywdy mu nie zrobiliśmy, bo z tego co wiem, stoi nadal.
:)

Spodobało się nam tam na tyle, że byliśmy w nim dwa razy i to nie była strata czasu :)
A Kalinka do teraz boi się zasnąć po tym, jak usłyszała legendę o czarnym psie strzegącym skarbu w zamku.

Z Ciechanowa ruszyliśmy na Mazury...

Ale o tym jutro, bo to zupełnie inna historia warta swojej strony :)







środa, 19 sierpnia 2015

Zakręcone







Jeszcze przed wyjazdem na wakacje zdążyłam zrobić przetwory.
Świetnie się przy tym bawiłam, Kalinka pomagała, Piotr zakręcał słoiki.
Tak więc na zimę jesteśmy zabezpieczeni.
Bilans przedstawia się następująco:
- 7 słoików miodu
-24 słoiki jagód
-18 słoików wiśni
- 15 słoików czerwonej porzeczki
- 8 słoików syropu z mleczy
- 6 słoików powideł śliwkowych
- 10 słoików agrestu
- dwa wory zasuszonej pokrzywy
- woreczek suszonej borówki
- dwa woreczki suszonych ziół (trzy rodzaje mięty, dziewanna, melisa)
Gdzieś po drodze będę musiała uporać się jeszcze z aronią i dokończyć smażenie powideł.
Czekam teraz na pierwszą partię grzybów.

:) 

Pozdrawiam Was serdecznie
A.