sobota, 19 grudnia 2015

Przedświąteczny zmierzch














Moje drogie i kochane.
Witajcie.
:)
A może też drodzy? 
Tak czy inaczej, witajcie wszyscy.

Jak Wasze przygotowania do świąt? 
Macie na nie czas i ochotę, czy zaszylibyście się gdzieś w kącie i woleli przyjść na gotowe?
Wigilia tuż tuż i normalnie o tej porze to już nie są przelewki. 
:)
My zaczęliśmy jakiś czas temu pieczeniem pierników, robieniem uli i składanych ciasteczek.
Dzisiaj przyszedł czas na piernik- mam nadzieje, że zdąży sobie poleniuchować i do Wigilii nabierze smaku.
Pierogi i uszka już od kilku lat kupuję w cieszyńskiej Alchemii.
 Znacie, lubicie?
Grzecznie czekają na swoją kolej w zamrażalce.
 Pyszne, zupełnie jak domowe. 
Może i tak nie powinno być, ale jakiś czas temu postanowiłam usprawniać sobie przedświąteczne przygotowania, których i tak nigdy nie brakuje.
Postanowiłam ulżyć sobie i domownikom głównie z racji tego, że należę raczej do porywczych osób i nie chciałam zagęszczać przedświątecznej atmosfery i tak już czasem bardzo napiętej.
Tak więc idąc za ciosem poleciałam również do Cafe Muzeum i zamówiłam  strudel.
Najpyszniejszy strudel w całym wszechświecie.
Z reguły zjadamy go po Wigilii na ciepło z lodami waniliowymi i bitą śmietaną, żeby się dobić.
:)
No i makowiec. Makowiec robi moja mama.
Bo ja się na makowcach zupełnie, ale to zupełnie nie znam.
Znam się za to na kapuście z grzybami, zupie z ryb, obowiązkowych sałatkach, piernikowym cieście, ciasteczkach i kompotach.
U nas zawsze dwa. Z suszonych owoców i dyni.
Barszcz i karp to zadanie dla męża.
W tym roku postanowiłam również po raz pierwszy, i chyba niezgodnie z tradycją, za to słuchając brzucha, zrobić kopytka z sosem z leśnych grzybów i krokiety z warzywami.
Danie pewniak dla Kalinki :)
Na pozostałe dni świąt, jak co roku zamówiłam wędzone szynki, no i mam nadzieję, że mój mąż wykaże się i zrobi dla nas bigos.
Byłby to jego debiut.
A zaznaczam- najlepszy bigos ever należy do mojego taty i nie ma co ukrywać, że poprzeczka jest wysoko podniesiona.
W bigosie taty jest wszystko- dziczyzna, najlepsze przyprawy, grzyby... 
Aż mi ślinka cieknie na samą myśl.

A na pierwszy i drugi dzień świąt zrobiłam świąteczną whisky z figami, skórką pomarańczową i goździkami.

Nie ma co ukrywać, że lubię te święta.
Smutno mi tylko bardzo, że już któreś z kolei nie będą białe.
Próbuję ratować nastrój wystrojem.
:)
Dom jak zwykle wychodzi mi na przeciw i cudnie daje się ustroić.
W tym roku wygląda przepięknie.
Chyba za sprawą jakiejś magii
:)
W tym roku postawiłam na bardzo tradycyjne rozwiązania-
czerwień i choinkowa zieleń z domieszką czarnych plam, a to wszystko na białym tle.


I tak właśnie spędziłam sobie jeden z przedświątecznych wieczorów- z ciepłą kawą, trzeszczącym w kominku ogniem, Frankiem Sinatrą w tle no i z pysznymi włoskimi ciasteczkami ze Sklepu z sercem...
Rozmyślałam o potrawach, o tym czy Kalince uda się w tym roku skosztować każdej z nich, czy sianko pod stołem przyniesie dobrą wróżbę, a orzech okaże się zdrowy i piękny...
Bo bardzo, bardzo sobie tego życzę.
Z tej okazji zrezygnowaliśmy również z mężem z prezentów.
Żeby nie odciągać swojej uwagi od tego, co w Wigilijny wieczór najważniejsze- siebie nawzajem.
A pod choinką znajdziemy prezenty atrapy- pięknie opakowane książki, na które nie mieliśmy czasu w ciągu roku. 
To po to, żeby Kalinka nie pytała czy nie dostaliśmy prezentów dlatego, że byliśmy niegrzeczni.

Taki świat.
:)













5 komentarzy:

  1. Podoba mi się względny przedświąteczny spokój jaki prezentujesz i to, że nie wszystko robisz sama. Można oczywiście tradycyjnie, kilka dni do nocy szaleć, a potem ze zmęczenia przysypiać przy stole. Ale po co? Nic nie musimy, Możemy tylko we właściwy sposób przeżyć te święta.

    OdpowiedzUsuń
  2. W tym roku zaplanowałam sobie co robię w każdym dniu przed wigilią, mam nadzieję że wszystko uda mi się zrobić ;) ale podchodzę do tego na luzie :) Pięknie jest u Ciebie :)

    OdpowiedzUsuń