środa, 26 sierpnia 2015

Moniówka- raj na ziemi









Jak opisać miejsce, w którym człowiek czuje się lepiej niż w niebie?
Jeśli Wam powiem, że było bosko to i tak mi nie uwierzycie.
Opowiem po kolei.

Z Ciechanowa wyruszyliśmy na Mazury.
Trafiliśmy do Gospodarstwa Ekologicznego Moniówka.

Na dzień dobry wyleciała z domu jakaś szalona kobieta w gumiakach w róże i poprosiła, żebym nie wyciągała walizek, bo nie wie czy nam się spodoba.
Może dopiero jak zobaczę to stwierdzę, czy zostajemy. 
Oszalała myślę.
:)
Lecę za nią do domu i już w drzwiach chcę wołać do Piotra, żeby wynosił rzeczy z auta, ale z trudem się powstrzymuję.
Ogromna, przeszklona weranda, w niej kilka stołów, krzesła i cudne meble.
Większość do kupienia.
Do tego cudowny widok na ogród i staw.
Oniemiałam z zachwytu.
Idziemy na górę, gdzie do dyspozycji dostajemy dwa pokoje i łazienkę.
Wszystko urządzone pięknymi meblami.
Nie wiedziałam, w którym pokoju chcę być bardziej.
W oknach sycylijskie zasłony, ogromny taras, czysto i przytulnie.
Kalina zachwycona.
Lecę na dół.
 Z zazdrością oglądam dom.
Wszystko tam jest piękne.
Zobaczcie tylko:

Tak właśnie okazało się, że to "werandowa" koleżanka.
:)
Wystąpiła w jednym z numerów Werandy Country, ale zastrzelcie mnie, mimo poszukiwań, nie znalazłam u siebie tego numeru i nie pamiętam, w którym dokładnie.

Krzyczę głośno, że zostajemy, żeby nie było żadnych wątpliwości.
:)
Na kolację dostajemy wołowinę po burgundzku.
Od tego właśnie momentu zaczęło się moje absolutne uwielbienie dla tego miejsca.
Jedzenie było wyborne.
Mięso z własnej hodowli. Krowy traktowane są tam lepiej niż gdziekolwiek indziej.
Jadłam i jadłam.
Zdarzyło się nawet, że kończyliśmy ucztę o 2 w nocy.
Było prawdziwe biesiadowanie, wino, muzyka i mnóstwo śmiechu.
Gospodyni rozpieszczała nas na wszelkie możliwe sposoby.
Co dzień jedliśmy na innej zastawie.
Zwykła herbata podawana była w taki sposób, że czuliśmy się jak książęta.
Przez trzy dni niczego nam nie zabrakło.
U mnie w ten sposób je się chyba tylko na święta.
W dzień zwiedzaliśmy okolicę, wieczorem rozmawialiśmy przy winie. 
Tam po raz pierwszy Kalinka jadła krewetki, łapała żaby i słuchała śpiewu żurawi.
Zdecydowanie to miejsce było najlepszym przystankiem w naszej podróży.
:)
Po powrocie do domu postanowiłam wprowadzić "jedzenie w stylu Moniówki", to znaczy rozpieszczać moją gromadę i każdy posiłek traktować jak królewską ucztę.

Tęsknie za tym miejscem, za Moniką i jej cudownymi dziećmi i, przepraszam, pysznymi krowami 
:)

Droga Moniówko!! 
Serdecznie Was pozdrawiam!!


3 komentarze:

  1. Rzeczywiście raj!!! Przepięknie tam. To musiał być cudownie spędzony czas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Był. To jedno z tych miejsc, które się długo pamiętam :)

      Usuń
  2. Pani Monika wystąpiła w werandzie country w maju 20013 roku
    Proszę to link do czasopisma http://www.werandacountry.pl/component/content/article/420-archiwum/2013/03/15789-powrot-na-mazury

    OdpowiedzUsuń