czwartek, 17 lipca 2014

Cieszyńska szafa











Ogromnie podoba mi się pomysł, spotykany najczęściej we francuskich gazetach, gdzie w niewielkiej bieliźniarce leżą równo poukładane ręczniki, obrusy itp. Z zasady taka szafa pozbawiona jest drzwi- ma pokazać to, co wewnątrz. Jest to jeden z przykładów na to, jak fajnie i prosto można udekorować dom, jednocześnie nie tracąc nic z praktycznej funkcji. Takie rozwiązania podobają mi się najbardziej. Są praktyczne i stylowe. I to wydaje mi się najtrafniejszym rozwiązaniem we wnętrzach. Nie trzeba wydawać bajońskich sum na dekoracje, które i tak najczęściej nie wyglądają najlepiej. Szczególnie wtedy, gdy z góry widać, że na mieszkanie nie ma pomysłu. Można natomiast, na przykład poprzez zmianę funkcji mebla, czy wykorzystanie go w nieco mniej banalny, niecodzienny sposób, z tych najbardziej potrzebnych i użytecznych rzeczy zrobić coś naprawdę wyjątkowego. Takie rozwiązania zawsze przykuwają uwagę i powodują jeden wielki okrzyk- "a dlaczego my wcześniej na to nie wpadliśmy, musimy też tak zrobić."   
No i ja, zainspirowana Francuzami zakupiłam szafę-bieliźniarkę. Póki co, jak ją postawili tak stoi. Czeka żeby się nią zająć. Pan stolarz dorabia półki, a ja walczę z pokusą, żeby pomimo wszystko zostawić w niej drzwi i włożyć w nie lustro.  Czas pokaże, jak będzie...


Dżemy ze Słonecznej









Jeśli Wy, tak jak ja, jeszcze nie zrobiliście żadnych przetworów na zimę to straszne z Was leniuchy :).
W takim wypadku nie pozostaje Wam nic innego, jak tylko zaopatrzyć się w pyszne dżemy z Willi Słonecznej.  Moja przygoda z Willą nadal trwa, a najnowszym owocem współpracy jest willowy sklepik, w którym można zakupić między innymi te oto cuda. SĄ NIEMOŻLIWE PYSZNE. Byłam świadkiem ich tworzenia i wylizywałam gar po dżemie agrestowym i wiśniowym. Oczywiście trafiły od razu na półkę w mojej kuchni, a do kompletu dokupiłam sobie dżem z czerwonej porzeczki. I to on powalił mnie na kolana. Brawo dla Pauliny, która go robiła. Będzie świetną żoną :).
Koniecznie, ale to koniecznie spróbujcie, bo jeszcze takich nie jedliście. 
A pełna oferta wygląda tak:

- agrestowy z sokiem jabłkowym i melisą
- z czerwonych porzeczek i brzoskwiń z miętą (!!!)
- z czarnych porzeczek ze skórką z pomarańczy i likierem porzeczkowym
- wiśniowy z goździkami, cynamonem i nutka rumu
- wiśniowo-malinowy z rumem
- z papierówek i malin z miętą (sic!)
Koszt dużego słoika 9 zł, małego 7 zł. 

Zdjęcia nowych zakątków willowych również będą. Bądźcie cierpliwi- chcemy je dopieścić. :)

Pozdrawiam

środa, 16 lipca 2014

Skrzynia na skarby



















Dlatego, że nie miałam dzisiaj możliwości siedzieć nad rzeką i delektować się nicnierobieniem, postanowiłam ten czas spędzić z Wami. Przejrzałam zdjęcia, zobaczyłam ile jest zaległości i złapałam się za głowę. 
A tu już czekają w kolejce następne pomysły, które już, zaraz chciałabym Wam pokazać. Jednak rozsądnie postanawiam zrobić wszystko po kolei :).
Po kolei to jest tak, że odnowiłam kolejną skrzynkę na dziecięce skarby. Tym razem dla małej Wandzi.
Kuferek obowiązkowo pomalowany tablicówką, żeby nie blokować artystycznych zapędów młodocianej klienteli. W środku różowa bejca z Coloritu, bo w końcu zrobiła się dostępna i grzech było nie wypróbować. Do tego koniki na biegunach. I już.
W dalszej kolejności powinnam powiedzieć (bo chyba jeszcze nie wspominałam), że już od 3 miesięcy posiadam własny stempel, co jest bardzo, ale to bardzo ważne dla wszystkich, bo jestem z niego ogromnie dumna. Od początku do końca zaprojektowany przeze mnie- niezmywalny znak, że jednak istnieję :).
Cóż jeszcze....
Ano na przykład to, że okazało się iż salon o wiele lepiej wygląda bez zasłon i firan, i czy to dobrze? Jak głęboko naruszam przekonanie społeczeństwa, że muszą być jedwabie? I czy będę jeszcze lubiana jak w moim salonie ich nie będzie? :)

Ściskam Was mocno i serdecznie

ps  Krystyna Janda już wróciła z wakacji, a ja jeszcze nie zdążyłam być :)

ps2 dla wszystkich wielbicieli kwiatów w skrzyni informacja, że niestety były nie do uratowania- pomieszkiwały w nich bowiem mole. Nie sądzę, że Wanda lubi mole :)

I znowu to samo...













Niby nic a jednak się zmieniło. Od dwóch tygodni jestem szczęśliwą posiadaczką takich oto luster. Dokładniej starych drzwi z cieszyńskiej szafy-bieliźniarki. 
Zrobiliśmy z nich lustra, które miały wisieć w kuchni. Niestety za żadne skarby nie chciały tam pasować ;). Głowiłam się, głowiłam, lustra leżały i przeszkadzały. W końcu sprzątając, postawiłam jedno z nich za biurko Kalinki i trafiłam. Pokój malutkiej zyskał w delikatny a jednocześnie wyrazisty sposób. Dałam tym mojej małej dużo przyjemności, bo robi teraz przed nimi niesamowite miny. Oczywiście nieświadoma, że ktoś ją obserwuje. Cieszę się bardzo, że udało mi się ją zadowolić :)
Nie obrabiałam w żaden sposób tych zdjęć, żebyście mogli zobaczyć, jak naprawdę wygląda kolor na ścianie. Bo nie wiem czy to, że on nie jest krwiście pomarańczowy jest dla wszystkich jasne :)

środa, 2 lipca 2014

Kuchnia dla dzieci


















Tak! Popełniłyśmy kuchnię dla dzieci.
Mają je chyba wszystkie blogerki :) Nie mogłyśmy być gorsze. Zabawa przy niej jest fantastyczna, a wyobraźnia przekracza wszelkie granice. Mój ulubiony napój to cappuccino earl grey, serwowany specjalnie dla mnie przez Kalinkę :). Zrobiony jest z sałaty i pomidorów. Obowiązkowo ze słomką :).
Zresztą Kalinka dzielnie pozowała mi dzisiaj do zdjęć, pomimo, że oderwałam ją od ulubionej bajki. Minę niezadowolenia można obejrzeć za darmo na jednym ze zdjęć- "Mamo, JUŻ?!" :)
Wykonanie takiej szafki to wcale nie wielki problem. Dla mnie, jak zwykle najgorsze było zdzieranie starej farby z szafki, czego szczerze i z całego serca nienawidzę! Potem już było tylko lepiej. Malowanie i ustrajanie szło gładko i bez większego wysiłku. Jeśli ktokolwiek z Was ma jeszcze na strychu stare nocne szafki lub pomocniki kuchenne to je wykorzystajcie. Dzieci bardzo cieszą ręcznie zrobione rzeczy. Dają o wiele więcej radości niż te kupione. Pomimo, że kuchenka stoi raczej w mało dostępnym miejscu, bo na antresoli, to Kalinka i tak z wielką pasją wspina się po schodach, żeby zadośćuczynić naszym kulinarnym zachciankom.
Bardzo możliwe, że na tych zdjęciach odkryjecie, że w naszym domu nie ma jeszcze lamp :).

Ściskamy mocno i czule :)