niedziela, 20 kwietnia 2014

Tęcza w kuchni




















Uwielbiam moją kuchnię. Najbardziej na świecie. W mojej kuchni kiedyś, dawno temu, był pokój. Podczas remontu ustaliliśmy, że trzeba to zmienić. Jedyną rzeczą, którą się kierowaliśmy był fakt, że to właśnie w tym pomieszczeniu najpiękniej widać zachód słońca. Promienie wpadają prosto do kuchni i cała skąpana jest w cudnym, słonecznym blasku. Postanowiliśmy w takim miejscu zrobić kuchnię żeby móc, po ciężkim dniu, zjeść truskawki ze śmietaną, patrząc jednocześnie na najpiękniejszą grę świateł. A do tego zawsze chciałam mieć w domu tęczę... :) to było najlepsze pomieszczenie na zainstalowanie w oknie kryształków. Teraz za każdym razem kiedy na niebie pojawia się słońce (a chwała Bogu jest go coraz więcej) mam w kuchni szalone migania i błyski. Cieszy nas to nieziemsko, jesteśmy wtedy jak dzieci. Chodzimy i szukamy ile pojawiło się tęczowych plamek. Największą radość ma mój mąż (sic!)- obok kryształków nigdy nie przejdzie obojętnie- zawsze je rozkołysze, żeby tęcza wirowała nam w kuchni. I wiruje. A my razem z nią.
Aż się od tego w głowie kręci...

1 komentarz: