środa, 24 sierpnia 2016

Na dobranoc







Czy Wam też dni uciekają przez palce tak jak mi?
Przed chwilą rozpoczynaliśmy wakacje, a tu już szykujemy się do szkoły. 
To będzie dla nas wszystkich ogromne przeżycie...
Jesteśmy podekscytowani i pełni obaw jednocześnie...
Pierwsza klasa to nie żarty.
Teraz wszystko się zmieni.
Już gołym okiem widać, że Kalinka przestała być małą, słodką dziewczynką.
Zrobiła się taka dorosła i tak pięknie wyładniała :)
Pamiętam swój pierwszy dzień w szkole.
To było coś.
Sama jestem ciekawa, ile od tego czasu się zmieniło.

Jeśli chodzi o zmiany to oczywiste, że i u nas w mieszkaniu kilka rzeczy musiało się zmienić.
W końcu pierwszak ma swoje prawa :)
Ale o tym już niebawem.

Spokojniej nocy.

Alicja

wtorek, 23 sierpnia 2016

Jadalne kwiaty





Pewnie część z Was ma spiżarnie zapełnione po brzegi.
Ja zrobiłam dość spory zapas przetworów w zeszłym roku i w tym postanowiłam już niczego nie dokładać. 
Za to w przyszłym roku wypróbuję kilka nowych przepisów.
Z pewnością dołożę soki, bo mam zamiar zainwestować w sokowy sprzęt. Póki co nie było na czym robić.
A przecież taki sok z czarnej porzeczki albo malin będzie jak znalazł na przeziębienia.
Będę chciała zrobić również syrop z mleczy, bo w tym roku w maju biegałam jeszcze z wielkim brzuchem i nie bardzo było jak zbierać kwiatków :)
A propos kwiatów...
Czy któraś z Was ma w ogródku posadzone jadalne kwiaty?
Chciałabym spróbować.
Zaskoczyć w lecie rodzinę kwiatową sałatką.
Jakie gatunki zjadacie? Z czym je podajecie? 
Jestem totalnie zielona w temacie więc każda wiadomość od Was będzie na wagę złota...

A teraz lecę na ognisko :)

Pozdrawiam serdecznie

Alicja



niedziela, 21 sierpnia 2016

Macierzanka








Oto jakie dostaję prezenty.
:)
Koszyk ususzonej macierzanki.
Od teścia!

Dziękuję!

Będzie czym rozgrzewać się w chłodne jesienne dni. 

A na następny rok obiecałam sobie, że ususzę kwiat lipy. 
Cud na przeziębienia.

Miłego dnia! 

Alicja







Kuchnia w deszczu








Ależ pogoda!

Dobrze, że dzisiaj nie trzeba nigdzie wychodzić. Można posiedzieć w domu, poczytać, pogadać z rodziną :)
Jeszcze chwila a w naszej kamienicy zacznie robić się naprawdę zimno... brrr...
Zacznie się sezon palenia w piecu :)
U nas zawsze tak jakoś szybciej.
Sądzę, że już we wrześniu będziemy musieli się porządnie rozgrzewać.
Z piwnicy będzie dochodził odgłos rąbanego drewna, a miejsca parkingowe przed kamienicą będą zawalone przywożonym na opał drzewem. 
Fajnie... Lubię ten czas.
Szczególnie kiedy po powrocie z deszczowego spaceru kubek herbaty z rumem nie potrzebuje usprawiedliwienia ;)
W powietrzu rzeczywiście czuć już jesień. 
Dzisiaj byliśmy na wsi i tam razem z deszczem spadały na ziemię liście z drzew.

Jesteśmy chyba na to przygotowani- lato było nad wyraz łaskawe dla nas. 
Zioła posuszone, drzewo też się suszy, podobnie jak grzyby.
Jedynie przetworów w tym roku nie zrobiłam żadnych.
Ot kilka małych słoiczków z tym, co akurat było pod ręką.
Nic wielkiego.
Wystarczy dla nas. 

A tymczasem taki królewski koperek zagościł na naszym stole.
Nie uwierzycie jak pięknie pachnie w całym domu!

Udanej niedzieli Wam wszystkim!

Alicja












piątek, 19 sierpnia 2016

Z wizytą u Janki








Pokój Janki... Używany póki co głównie do pogaduszek podczas przewijania.
Trudno aby był funkcjonalny, bo jak prawie każdy pokój w naszym mieszkaniu, więcej ma drzwi, okien niż pustych ścian.
Ale udało się. Jest.
Pewnie za chwilę znowu coś się zmieni. Będzie rósł razem z potrzebami dziecka, ale jest nam w nim dobrze.
Trochę inaczej niż w innych pomieszczeniach.
Może to za sprawą kolorów albo dekoracji.
Nie wiem.
Nie chcieliśmy generować dodatkowych kosztów związanych z przemalowywaniem więc dostosowaliśmy wystrój do tego, co zastaliśmy.
No i jest- pudrowy róż, siwy i odrobina turkusu.
Kilka pomysłów i marzeń na dziecięce pokoje nie zostało zrealizowanych, np. te piękne baldachimy, gdzie można poleżeć albo poczytać. Albo ciekawe oświetlenie, albo te cudne wiszące dekoracje..
No ale niestety przestrzeń nie pozwala na wszystko.
Tak czy inaczej etap pierwszy Jankowego pokoju za nami.
Teraz można myśleć o przemeblowaniu :)

Miłego dnia!




czwartek, 18 sierpnia 2016

Gdy pada deszcz...









Schyłek lata szalony.
Albo pięknie, albo leje jak z cebra.
Na tą okazję przyszło nam się przeziębić.
A że Kalinka jak już coś robi to całym sercem, toteż kaszle już czwarty tydzień. Smarka, kicha a ja zapomniałam już, że może być inaczej.
Co prawda mam swoje przypuszczenia, co mogło nas tak załatwić- lody, lody albo lody :)
Do tego taniec w deszczu, bo przecież kiedyś trzeba to zrobić, a na koniec szaleństwo w wesołym miasteczku nad rzeką, od której zawiewało jak cholera. 
Podobno było warto się rozchorować.
:)
Ot dziecięca logika.
Ale kto nie lubi chorować kiedy mama rzuca wszystko i leci utulić obolałe ciałko, rozpieszcza rosołkiem i zgadza się na bajki.
A wieczorem wyciągnie z torby nową książeczkę- pocieszycielkę i czyta na dobranoc.
No i nie ma co ukrywać, że ja sama lubię te momenty.
A nich ma sobie ten katar.

Póki co koniec lata zapowiada się całkiem znośnie.
Ale w powietrzu czuć już zbliżającą się jesień. Cienie takie długie, wieczory takie nostalgiczne jakieś...
Lubię to.


Całuję Was serdecznie

Alicja





czwartek, 28 lipca 2016

Siła











 To już dwa miesiące odkąd Janka jest z nami, a ja nadal nie mogą się nacieszyć.
Wszystkie inne sprawy przestały mieć znaczenie.
Codzienność troszkę zwolniła. Pasje zaniedbane, bo staram się jak najwięcej czasu spędzać z dziewczynkami...
Zależy mi na każdej chwili. Już pogodziłam się z myślą, że po raz drugi będę musiała odpuścić kilka swoich ulubionych czynności na rzecz nowych, robionych dla kogoś.
Teraz jeśli czytam to raczej bajki dla dzieci, jeśli robię zdjęcia to raczej moim królewnom, jeśli prowadzę długie rozmowy to już nie o książkach, podróżach czy trendach we wnętrzach, ale o emocjach, szkole czy po prostu o tym, jaki zaskakujący jest świat na co dzień.
Albo wygłupiam się przed Janką, żeby sprowokować ją do śmiechu :).
I choć brakuje mi bardzo snu, choć czasem marzę, żeby pobyć sama, żeby móc wrócić do swoich wnętrzarskich pasji, to nie chcę rezygnować z czasu z nimi, popędzać ani przyspieszać wydarzeń.
Najlepiej niech wszystko delikatnie opada na swoje miejsce, w harmonii i spokoju. Bez zbędnych emocji i rozczarowań. Niech robi się przestrzeń dla nowych obowiązków bez niepotrzebnej szarpaniny.
Szukam siły w sobie na to wszystko. W sobie i otoczeniu.
Zaraz po porodzie w każdym kącie postawiłam naczynia z zielonymi gałązkami. Wymyśliłam sobie, w co głęboko wierzę, że ich energia pojawi się u nas w domu.
Dąb, brzoza, olcha- wyłaziły ze wszystkich kątów.
W domu zrobiło się bardzo przyjemnie i zielono. Jak w lesie prawie.
Myślę, że dzieciom dobrze zrobiła taka zmiana dekoracji i że czerpały z niej tak dużo sił jak ja.
W sypialni postawiłam wazon z dębowymi gałązkami, żeby szybciej dojść do siebie po porodzie i żeby wstawać rano z całą ilością sił na następny dzień. Jak wiecie nie był to głupi pomysł- głównym lokatorem naszej sypialni jest oczywiście Janka, więc spanie nie należy teraz do najłatwiejszych zadań. W sumie łatwiej jest nie spać niż spać.
Kalince dałam natomiast ogromną gałąź brzozy. Podobno ma dobrą energię, a już z pewnością pasuje do naszej uśmiechniętej Kalinki.
Olcha trafiła do salonu. 
W domu zrobiło się niezwykle przyjemnie.
Wróciły chęci do dekoratorskich zadań i w przypływie szaleństwa poczyniłam pewne zmiany w sypialni.
Zamieniłam się z Janką na stoliki, a przy nowym biurku stanął nie kto inny tylko PAN LUDWIK. 
Z kolei lustro z pokoju Kali trafiło na ścianę obok pieca. 
Wydaje mi się, że tak jest lepiej. Nasza sypialnia jest dość specyficzna i dzięki tej zmianie meble moim zdaniem lepiej ze sobą grają.
Nie będę już tego zmieniać. Na razie.
Myślicie, że tak jest ok?

Pozdrawiam Was!