środa, 16 listopada 2016

Tajemnice Wszechświata









Święta coraz bliżej. Zakątki w domu powoli stroją się w świąteczne ubrania, a ja nie mogę się doczekać wolnego.
Marzy mi się posiedzieć w fotelu, poczytać i żeby mnie nikt nie wołał, nie szturchał, nie dotykał, o nic nie pytał :)
Czasami mam wrażenie, że jestem jak szaman- wszyscy przychodzą do mnie po radę, po rozwiązanie problemów albo ot tak poskarżyć się.
Tylko ja mogę przewidzieć jaka będzie pogoda z dokładnym podaniem temperatury na zewnątrz, nie wychodząc przez wiele dni z domu.
Jestem jedynym człowiekiem na świecie, który wie gdzie są gumki do włosów, gdzie jest cukier puder (w szafce na górnej półce- "no przecież tu nic nie ma!"), czy sweterek nadaje się jeszcze na wyjście czy wędruje już do prania, gdzie są śpioszki Janki, czy dzisiaj oglądamy Muminki czy Marta mówi, czy myjemy dzisiaj głowę...
 Może Wy jeszcze tego nie wiecie albo nie zdajecie sobie z tego sprawy, ale beze mnie świat stanąłby w miejscu, serio :)
Jestem najważniejszym i najmądrzejszym człowiekiem wszechświata, beze mnie nic się nie uda, beze mnie nic nie jest możliwe. 
:)
Cud!
Cieszy mnie to ogromnie, ale mam cichy plan, że jako Super Człowiek załatwię jeszcze Super Święta, a potem klapnę dupskiem na fotelu i wstanę dopiero po Nowym Roku.
Póki co organizuję resztę sił, żeby wstać z krzesła i ruszam z Janką na spacer.

Miłego dnia!
Super JA!

niedziela, 13 listopada 2016

W końcu spadł śnieg!








Jak cudownie! Pada śnieg! Ale na to czekałam! Jak dziecko!
Kalinka oszalała ze szczęścia. Biegamy od okna do okna i patrzymy, z której strony jest go najwiecej.
Zaliczyłyśmy już śniegowy spacer a za chwilę bierzemy się za pieczenie pierników i pisanie listów do świętego Mikołaja.
W tym roku mam strasznie dużo marzeń
:)
Ciekawe, które się spełnią.
Zdjęcia jeszcze z jesieni- ale z dominacją białego, na dzisiaj.
Mam nadzieję, że u Was równie pięknie!

Miłej niedzieli.
Alicja

wtorek, 8 listopada 2016

Święta?









Dziś przywitało nas piękne słońce.
Dziadek mróz odwiedził ogród przed naszymi oknami i zostawił po sobie biały szron.
Czas leci nieubłaganie- dotarło do do mnie dopiero wczoraj, kiedy wybrałam się na zakupy.
Zapas chusteczek higienicznych, prezent dla mamy na urodziny, kilka drobiazgów... i kiedy tak sobie chodziłam po tym sklepie zobaczyłam półkę wyłożoną po brzegi dekoracjami świątecznymi.
No ale w sumie czego się spodziewałam...
Tyle tylko, że nie jestem na to jeszcze gotowa.
I jeśli nawet mówię "tak" kupowaniu prezentów na miesiąc przed świętami, żeby uniknąć późniejszego biegania wśród tłumu, to zdecydowanie nie nadążam za świątecznym konsumpcjonizmem. 
I znowu skłaniam się do tego, żeby powtórzyć przygodę z zeszłego roku- mniej znaczy więcej.
Święta były niezwykle skromne, nie pozwoliłam sobie na zakupowe szaleństwo i na ten jeden wieczór przygotowywaliśmy się z tego, co było w domu.
To były najprzyjemniejsze święta jakie do tej pory spędziłam.

Ale, ale...
Gadam o świętach, a w domu jeszcze nic ich nie wskazuje...
Sypialnie ciągle jeszcze letnio- jesienna.
Będę musiała pomyśleć o "ubraniu" jej w coś cieplejszego.
Póki co na zimowe dni zakupiłam od babulinki na targu przepiękne wełniane rękawiczki.
Za całe 10 złotych.
Teraz tylko czekać na śnieg!

Miłego dnia!

Alicja



niedziela, 6 listopada 2016

O miłości







Muszę przyznać, że choć urządzony skromnie, to pokój Janki jest drugim moim ulubionym miejscem w domu.
Może dlatego, że przeżywam tam wiele niezwykłych chwil... Może przez te nieprzespane noce, kiedy tuląc Jankę, patrzę przez okno na drzewa, ulicę, starą willę na przeciwko...
Może dlatego, że grają tam światła z ulicy- w żadnym innym pokoju ich nie widać.
Może przez deszcz, który kapie i kapie, a ja z maleństwem na rękach czekam aż zaśnie, otulona ciepłym kocem.
Czuję się tam bezpiecznie, na miejscu, dobrze osadzona.
Czuję, że tam wszystko nabiera odpowiednich kształtów, prostuje się horyzont, rozbiegane myśli uspokajają się, życie nabiera odpowiednich proporcji.
Uwielbiam siedzieć u Janki w wygodnym fotelu i przytulać ją mocno do siebie, i opowiadać o świecie, obserwować jak w wraz z pogodą zmienia się stary klon, zamyślać się, słuchać deszczu i wiatru.
Obserwować jak Kalinka maszeruje rano do szkoły, patrzeć czy Piotr wraca już z pracy,
 Lubię zaglądać do niej na palcach i nasłuchiwać czy jeszcze śpi, czy już jest gotowa do zabawy.
Lubię odkrywać, że jej przytulanka przemieściła się w łóżeczku, napędzana nieporadnymi ruchami Janki, która ją szuka i woła.
Albo na nią krzyczy, przygnieciona pluszowym ciężarem.
 :)

Tyle miłych chwil.
Aż trudno sobie wyobrazić, że do tej pory tego nie było...
Co ja robiłam w wolnych chwilach? Czym się zajmowałam?
Nie wiem.



Spokojnego tygodnia dla Was!
Alicja





środa, 2 listopada 2016

Ołowiany żołnierzyk











Jesienna chandra powoli mija...
Świat znowu zaczyna cieszyć.
Odkrywam na nowo swój dom, swoje serce i głowę.
Dochodzę do nowych wniosków i przemyśleń.

Zaczyna się ten przyjemny twórczy czas.
Może to przez to, że zbliżają się święta?
Z całą pewnością jednak ogromne znaczenie miało Spotkanie przy kawie, które zorganizowałam w Bielsku-Białej w Cremino Bakery.
To był świetnie spędzony czas- przy dobrej kawie i pysznym ciastku gadałyśmy o naszych planach biznesowych, o tym jak się rozwijać, czy w dobrym kierunku zmierzają nasze marzenia :)
Dobrze było usłyszeć słowa motywacji i krytyki.
Po spotkaniu myślałam, że od nadmiaru myśli pęknie mi głowa.
Ale już wiem co dalej robić, wyprostowałam wszystkie krzywe (no może ich część) i wydaje mi się, że gdyby nie dziewczyny to tyle bym nie zrozumiała...
Aaa no tak- przecież powinnam powiedzieć Wam o kim mowa, bo tutaj chyba nic o spotkaniu nie pisałam- wszystko rozgrywało się na moim fb...
Może znacie... Jeśli nie- to uwierzcie warto do nich zajrzeć:
Zielona doniczka- pracowania architektury krajobrazu i ceramiki,
Marzena Kubańda- pracowania krawiecka
Dorota Ciesielska- Sielski dom na Groniu
Zofia Owczarz 
Pepaczua i boska
Lala love.

A powyższe zdjęcia z pokoju Janki w dekoracjach Marzeny Kubańdy.
Żołnierzyki zakupiłyśmy w zeszłym roku na Świątecznym Jarmarku w Willi Słonecznej w Dębowcu.
Ja już nie mogę się doczekać kolejnego.
Zbieram właśnie pieniądze na tę przyjemność, żeby nie daj Boże, nie musieć sobie niczego odmawiać.
:)
Jestem ciekawa co nowego dziewczyny przygotują.
A z tego co wiem, będą wszystkie, które wyżej wymieniłam.
A żołnierzyk i dziewczynka sprawdzają się w każdej dekoracji- wiszą na klamkach, siedzą na biblioteczce, czasem pomieszkują u dziewczyn.
Kocham je bardzo.
No sami powiedzcie... moim zdaniem są niepowtarzalne.


Pozdrawiam i ślę serdeczności 
:)
A.






wtorek, 25 października 2016

Byle do śniegu




Deszczowo i pochmurnie...
Wstałam w dobrym nastroju, choć mocno zmęczona po nocnym wstawaniu do Janki.
Z każdą minutą ulatywał mi entuzjazm. Czułam to niemal fizycznie.
Sprzęty domowe sprzysięgły się przeciwko mnie, zegar znowu zaczął żyć swoim życiem, zupełnie nie przejmując się moim gorączkowym bieganiem po domu.
Robiłam się coraz bardziej nerwowa i gdy, po raz szósty tego dnia, zadzwonił do mnie jakiś dziwny numer z informacją, że wygrałam odkurzacz- wybuchłam. 
:) 
Pomyślałam, że to nie może być prawda :) :)
Powiedziałam Pani, że rozmowa się nam nie uda i wysłałam ją w kosmos.
Potem dopiero napiłam się kawy. 
Przeszło...
Powinnam była wypić ją wcześniej.
Bo bez słońca jestem niedobra dla ludzi i siebie.
Chcę, żeby było jasno, biało, czysto.
Brakuje mi światła, mieszkanie tonie w mroku, zapalam wszystkie lampy, świeczki...
Byle do śniegu.
Tylko pod takim warunkiem zniosę tę szarość.

U Was też tak?

Pozdrawiam spod koca.



wtorek, 11 października 2016

W oczekiwaniu na nowy salon














Pochmurne jesienne dni to idealny moment na myślenie o zmianach.
Generalnie na deszcz nie ma co wychodzić i można spokojnie zasiąść w wygodnym fotelu z kubkiem kawy i rozmyślać o zmianach, które chciało by się wprowadzić, a na które w lato nie starczało czasu.
No i nie zgadniecie, co robiłam podczas pierwszych jesiennych deszczy...
:):)
 Wymyśliłam sobie nowy salon.
Z miliona różnych względów musimy dokonać w nim zmian.
Po pierwsze—  gdy urodzi się dziecko mądrzy rodzice z reguły kupują nowy, większy samochód.
My jesteśmy bardzo mądrzy :) ale niestety na nowy samochód, coby zmieścił wszystko i wszystkich, póki co nas nie stać.
Więc... żeby sobie stworzyć poczucie rodzicielskiej doskonałości postanowiliśmy kupić większą kanapę.
Skoro nie będziemy nigdzie jeździć, to chociaż siądziemy sobie wszyscy razem na wygodnej kanapie. 
Wybór kanapy miał być prosty. 
Wiedziałam jaką i gdzie chcę kupić.
Nie przewidziałam tylko, że sklep nie myśli tak jak ja i idealnej dla nas kanapy nie zrobili.
Musimy w takim razie kupić dwie.
(A może od razu to auto... no nie wiem...)
No bo jedną dużą, żeby móc się na niej rozłożyć w ilości czterech osób, a drugą rozkładaną na tak zwaną "czarną godzinę".
Czyli dodatkowe spanie dla gości.
:):)
Bardzo lubimy gości.
:)

Ale będzie ona służyła również jako łóżko do chorowania— z salonu zrobimy wtedy izolatkę.
 No widzicie— jak każda matka mam wszystko dokładnie przemyślane.

Czyli dwie kanapy- to po pierwsze.
Po drugie nowy stolik kawowy, bo skrzynia mi już obrzydła i wraca do mieszkania, do Wisły.
A co!
No i dywanik. 
Jegomość już z nami zamieszkał, jest piękny i czeka na kolegów.
Jak już uporamy się z zakupem powyższych, nie omieszkam Wam pokazać efektu końcowego.
Myślę nawet o zmianie koloru ścian na zupełnie biały lub orzechowy.
Sprawę przesądzi czas— ważne żeby się wyrobić przed świętami.

Bądźcie cierpliwi i trzymajcie kciuki!

Alicja